Aktualności

Radny Mincewicz - żurnalista czy polityk?

30.04.2008 • źródło: Kurier Poranny

Wójt narusza swoje obowiązki nie udzielając odpowiedzi na moje zapytania - zarzuca wójtowi Michał Mincewicz, radny gminy Orla.

„Radny niekiedy prosi o informacje, analizy danych sprzed kilku lat” - odpowiada Piotr Selwesiuk, wójt. „Niekiedy wymagają one dużego nakładu czasu i pracy urzędników. Później są one publikowane w jednym z regionalnych tytułów. Urzędnicy nie mogą pracować na honoraria radnego Mincewicza” - dodaje wójt.

Zaczęło się od słownych utarczek pomiędzy wójtem Selwesiukiem a radnym Mincewiczem. Ostatnio nawet radny Michał Mincewicz zarzucił wójtowi gminy Orla naruszenie obowiązków wynikających z kodeksu postępowania administracyjnego oraz nie udzielenie odpowiedzi na zapytania radnego formułowane w formie ustnej. Po zapoznaniu się z treścią skargi radni uznali ją za bezzasadną.

Opłata za odpowiedź

Z zapisów dźwiękowych i protokółu wynika, iż radny Michał Mincewicz po zadaniu wójtowi pytań nie potwierdził, iż są to pytania w rozumieniu kodeksu postępowania administracyjnego i nie żądał na nie pisemnych odpowiedzi” - czytamy w uzasadnieniu decyzji radnych.

Michał Mincewicz nie pogodził się z decyzją radnych. Wiedział, że jego skarga może być uznana za bezzasadną, więc w zanadrzu miał przygotowane kolejne pismo. Z pisma wynika, iż podczas jednej z sesji wójt rzekomo zażądał od radnego Mincewicza, by ten jako radny za uzyskane pisemne odpowiedzi płacił gminnym urzędnikom, ponieważ - jak pisze Michał Mincewicz - skromną część materiału niekiedy dostarcza do publikacji.

„Nikt nie może być narażony na jakikolwiek uszczerbek lub zarzut z powodu dostarczania materiału do publikacji” - Michał Mincewicz powołuje się na kodeks postępowania administracyjnego. „Organy jednostek samorządu terytorialnego i inne organy samorządowe są zobowiązane przeciwdziałać hamowaniu krytyki i innym działaniom ograniczającym prawo do składania skarg i wniosków lub dostarczania informacji do publikacji” - mówi Mincewicz.

„Mam wrażenie, że radny pomylił dwa porządki prawne” - mówi Marek Kułakowski, gminny radca prawny. W swoich wystąpieniach Michał Mincewicz powołuje się na uprawnienia radnego. Natomiast w gazecie Michał Mincewicz występuje jako dziennikarz wykorzystując uprawnienia radnego. Oczywiście, że radny Mincewicz ma prawo do otrzymywania informacji, ale te informacje powinny być wykorzystywane na potrzeby Michała Mincewicza jako radnego, a nie Michała Mincewicza jako dziennikarza. Nie bardzo jest to możliwe do pogodzenia.

Nie będzie pracował na honoraria

Wójt zgadza się z paragrafami kodeksu kpa, lecz pojmuje je trochę inaczej. Wcale nie ma zamiaru zatajać jakichkolwiek informacji.

„Urząd zgodnie z obowiązującym prawem, nie jest powołany, ani nie ma takich uprawnień, żeby pracować na honoraria radnego Michała Mincewicza” - mówi Piotr Selwesiuk, wójt gminy Orla. „Sytuacja, w której radny Mincewicz zwraca się z wnioskami do urzędu i prosi o analizy i opracowanie pewnych danych z ostatnich kilku lat jest dziwna. Wymaga to nakładów pracy ze strony urzędników. Potem radny Mincewicz zmienia tylko niektóre części i dodaje swoje opisy. Umieszcza to w gazetach i jest to sytuacja mało przyzwoita. Reasumując, urzędnicy nie będą pracować na honoraria radnego Mincewicza” - dodał wójt.

Na pytania, wynikające ze statutu gminy Mincewicz będzie otrzymywał odpowiedzi. Ale jeżeli chciałby uzyskać jakiekolwiek informacje jako dziennikarz, musiałby zapłacić za kopię jak każdy obywatel, czyli 20 gr. za stronę. Czy publikacje radnego Michała Mincewicza mają obiektywny charakter i są zgodne z ogólnie przyjętymi zasadami dziennikarstwa?

„Niekoniecznie. Mam wrażenie, że jego artykuły są pisane z punktu widzenia radnego a nie obiektywnego dziennikarza” - dodaje wójt Selwesiuk. „Dane, które mu przekazywaliśmy, choćby o bezrobociu w gminie, dotacjach otrzymanych z urzędu pracy na organizacje robót publicznych, owszem, były prawdziwe. Ale zazwyczaj wstęp i zakończenie autora artykułu było bardzo negatywne i można z nich wywnioskować, że w gminie nic się nie robi, a jeżeli już, to robi się źle. To jest tylko opinia autora, a brakuje opinii drugiej strony. A takie praktyki są w dziennikarstwie niedopuszczalne” - dodał.

Janusz Bakunowicz